Swobodna zabawa to nie przerwa — to samo centrum rozwoju
Dlaczego dzieci powinny się po prostu bawić, co dzieje się w mózgu dziecka podczas zabawy na drzewie i czemu „nic nierobiące" dziecko uczy się więcej niż na płatnych kursach.

Joanna Trzópek-Paszkiewicz
Zakład Przywództwa i Zarządzania w Edukacji, UJ · Dyrektorka żłobka i przedszkola
20 maja 2026 · 8 min czytania
Kiedy widzimy bawiące się dziecko — gramolące się po kanapie, mieszające błoto patykiem albo budujące coś nieokreślonego z pudełek po butach — zdarza nam się myśleć: „to tylko zabawa". Jean Piaget, jeden z pionierów psychologii rozwojowej, był innego zdania. Zabawę nazywał po prostu pracą. Nie w sensie obowiązku, lecz w sensie działania, które buduje struktury poznawcze i pozwala dziecku przetwarzać świat w swoim własnym tempie.
Lew Wygotski poszedł jeszcze dalej: twierdził, że w zabawie dziecko zawsze działa powyżej swoich aktualnych możliwości. To właśnie zabawa tworzy to, co nazywamy strefą najbliższego rozwoju — rusztowanie, po którym dziecko wspina się ku nowym kompetencjom. Brzmi jak argument za zapisaniem trzylatka na kółko angielskie? Wręcz przeciwnie.
„Jeżeli ograniczamy czas na swobodną zabawę, ograniczamy możliwości rozwojowe dziecka. I tutaj jestem co do tego przekonana."
Czym jest swobodna zabawa — i czym nie jest
Swobodna zabawa ma w środowiskach opiekuńczych nieco czarny PR. Część opiekunów postrzega ją jako czas, w którym dziecko „robi co chce", a dorosły ma przerwę. Tymczasem chodzi o coś zasadniczo innego: o przestrzeń, w której to dziecko — nie dorosły — określa temat, tempo i zasady aktywności.
Dorosły nie znika. Tworzy środowisko (wybiera materiały, zapewnia bezpieczeństwo), a potem staje się towarzyszem, nie przewodnikiem. Interweniuje, gdy pojawiają się konflikty lub destrukcyjne zachowania — ale nie wyprzedza, nie wymyśla zabawy za dziecko i nie podsadza na huśtawkę, której dziecko jeszcze się boi.
Zabawa kierowana pełni inną funkcję i też jest potrzebna — szczególnie wtedy, gdy chcemy przepracować konkretne zachowania w grupie, wesprzeć dziecko z trudnościami w nawiązywaniu relacji albo ułatwić adaptację w nowym środowisku. Różnica między nimi nie jest wartościująca. Obie formy realizują inne cele.
Zabawa swobodna
- Dziecko samo wyznacza cel i tempo
- Aktywności adekwatne do potrzeb dziecka
- Nacisk na twórczość i autonomię
- Rozwój sprawczości i motywacji wewnętrznej
- Dorosły jako towarzysz, nie reżyser
Zabawa kierowana
- Opiekun proponuje temat lub strukturę
- Odpowiedź na konkretną potrzebę grupy
- Nacisk na współpracę i reguły
- Narzędzie przy trudnościach adaptacyjnych
- Dorosły jako moderator procesu
Wszystkie obszary rozwoju w jednej piaskownicy
Kiedy dziecko bawi się samodzielnie, nie „robi nic ważnego". Równocześnie ćwiczy myślenie przyczynowo-skutkowe (ile wody zmieści się w kubku, zanim się przeleje?), reguluje emocje (frustracja, gdy babka piaskowa się sypie), uczy się relacji rówieśniczych (negocjowanie, kto jest królem zamku) i doskonali motorykę — zarówno dużą, jak i małą.
Rozwój poznawczy — myślenie przyczynowo-skutkowe, eksperymentowanie, rozwiązywanie problemów na własnych warunkach
Regulacja emocji — rozpoznawanie i nazywanie uczuć, budowanie sprawczości i poczucia „potrafię"
Kompetencje społeczne — naprzemienność, współpraca, rozwiązywanie konfliktów w grupie rówieśniczej
Motoryka — koordynacja, równowaga, manipulacja — zarówno gruba, jak i precyzyjna
Kreatywność i wyobraźnia — zabawa symboliczna, wchodzenie w role, tworzenie narracji
To ostatnie — zabawa symboliczna — jest szczególnie zagrożone przez nadmiar „inteligentnych" zabawek, które mówią, śpiewają i zadają pytania. Gdy zabawka robi wszystko za dziecko, nie zostaje miejsca na wyobraźnię. Pudełko kartonowe daje dziecku więcej przestrzeni twórczej niż niejedna zabawka elektroniczna.
Zabawy ryzykowne — dlaczego dziecko powinno wchodzić na drzewa
Tim Gill, badacz dzieciństwa, opisuje zjawisko risky play — zabaw ryzykownych. Wbrew temu, co sugeruje nazwa, nie chodzi o ekstremalne wyczyny. Dla dwulatka ryzykiem jest zejście ze schodka na boso. Dla trzylatka — wejście na niski pagórek. Dla pięciolatka — wspinaczka na drzewo.
Każda z tych aktywności ma wspólny mianownik: dziecko napotyka coś, co definiuje dla siebie jako wyzwanie, i próbuje je pokonać. Kiedy mu się uda — buduje fundament sprawczości. Poczucie potrafię, daję radę, spróbuję jeszcze raz nie bierze się z pochwał dorosłego. Bierze się z doświadczenia.
Problem polega na tym, że my, dorośli, coraz częściej to doświadczenie odbieramy. Z troski. Z lęku przed brudem i otarciami. Wynik jest paradoksalny: dzieci rosną chronione przed każdym upadkiem, ale z coraz słabszym poczuciem własnych możliwości.
„Mamy takie poczucie, że dziecko jest bezpieczne, bo jest w domu. A tak naprawdę jest wystawione na więcej zagrożeń niż gdyby pobiegało po podwórku."
Nadmiar zajęć: kiedy troska staje się przeszkodą
Harmonogram dnia w żłobku to nie tylko zajęcia dodatkowe. To posiłki, higiena, drzemka, wyjście na zewnątrz — od 2026 roku obowiązkowe zgodnie z nowymi standardami opieki. Gdy dołożymy do tego kilka kółek w tygodniu, czasu na swobodną zabawę może po prostu nie być.
Skąd bierze się presja na zajęcia dodatkowe? Częściowo z kulturowej narracji, że „coś możemy przegapić". Angielski od żłobka, rytmika, kodowanie — bo inne dzieci już to mają, bo oferta jest w placówce, bo szkoda zmarnować te wrażliwe lata. To lęk zrozumiały — ale oparty na błędnym założeniu, że wczesna stymulacja równa się wczesnemu zapisaniu na kurs.
Odpowiedź obecnych dwudziesto- i trzydziestolatków — pokolenia, które jako dzieci miało pełne grafiki — jest jednoznaczna. Przeciążenie zajęciami w dzieciństwie wiąże się z problemami emocjonalnymi i trudnościami w samodzielnym organizowaniu czasu w dorosłości.
Pytania, które warto zadać przed zapisaniem dziecka na zajęcia dodatkowe
Czy ta aktywność wynika z potrzeby dziecka, czy z mojego lęku przed „przegapieniem"?
Ile czasu w ciągu dnia zostanie na swobodną zabawę po odjęciu wszystkich zajęć?
Czy dziecko pyta o te zajęcia, czy to mój pomysł?
Czy grafik dziecka wygląda jak grafik zabieganego dorosłego?
Natura jako najlepsze środowisko zabawy
Fińscy badacze, w tym Marja Roslund i jej współpracownicy, od 2020 roku badają związek między różnorodnością biologiczną środowiska a zdrowiem dzieci. Wyniki są jednoznaczne: kontakt z różnorodnym środowiskiem naturalnym — ziemią, roślinami, naturalnymi materiałami — wzmacnia układ odpornościowy i redukuje fizjologiczny stres u dzieci.
Nawet gdy na zewnątrz jest głośno, stres mierzony markerami biologicznymi jest u dzieci bawiących się na dworze niższy niż u tych, które spędziły ten czas w sali. Po powrocie do środka dzieci są spokojniejsze, szukają wyciszenia — kładą się na poduszkach, biorą książeczki. Natura zrobiła swoją robotę.
Kontakt z naturą wspiera też kadrę opiekuńczą: badania wskazują na poprawę satysfakcji z pracy i komfortu codziennej pracy opiekunów, którzy regularnie wychodzą z dziećmi na zewnątrz. Naturalne materiały — drewno, kamień, piasek, woda — angażują wszystkie zmysły dziecka w sposób, którego plastikowa zabawka nie jest w stanie zastąpić.
Jak towarzyszyć w zabawie — nie przeszkadzając
Towarzyszenie dziecku w zabawie to sztuka, którą warto ćwiczyć. Jej istota polega na tym, żeby nie zawłaszczać przestrzeni. Obserwować zamiast reżyserować. Być, zamiast grać główną rolę.
Wielu rodziców, szczególnie tych aktywnych i zaangażowanych, wpada w pułapkę: wymyślają zabawę za dziecko, proponują bardziej ambitne warianty, huśtają wyżej niż dziecko chce. W dobrej wierze — ale poza strefą najbliższego rozwoju dziecka, która jest jego strefą, nie naszą.
Nie trzeba budować skomplikowanych konstrukcji z kartonu ani grać w piłkę, jeśli to nie jest nasze. Autentyczne towarzyszenie — nawet przy zwykłym zszywaniu skarpetkowej dziury — jest dla dziecka cenniejsze niż wyreżyserowany „czas jakości". Relacja, nie repertuar, jest tym, czego dziecko naprawdę szuka.
Dziecko nie potrzebuje drogich zabawek ani napiętego harmonogramu. Potrzebuje przestrzeni, czasu i obecności — kogoś bliskiego, kto pozwoli mu odkrywać świat na własnych zasadach.
Środowisko jako partner placówki
Badania własne dr Trzópek-Paszkiewicz potwierdzają coś, co intuicyjnie wyczuwają doświadczeni opiekunowie: szkoła i żłobek nie są samotnymi wyspami. Dobrostan dziecka w placówce jest ściśle powiązany ze środowiskiem społecznym — rodziną, sąsiedztwem, postawą rodziców wobec placówki.
Jeden z najsilniejszych czynników wpływających na to, czy dziecko dobrze czuje się w żłobku, to opinia, jaką rodzic ma o tym miejscu. Komentarze wygłaszane mimochodem przy dziecku — o nauczycielce, o zasadach, o tym, że „ta placówka to…" — trafiają do dziecka z pełną mocą rodzicielskiego autorytetu. I idą z nim nazajutrz do drzwi wejściowych.
Stąd nowe standardy opieki nad dziećmi do lat 3, obowiązujące od 2026 roku, wyraźnie zapraszają rodziców do współtworzenia środowiska opieki. Nie jako klientów, lecz jako partnerów — ekspertów w sprawie własnego dziecka. Im więcej połączeń między placówką a środowiskiem dziecka, tym stabilniejszy grunt pod jego rozwój.
„Bez zaufania nie zbudujemy wspólnoty opieki. Zabawa, uwaga, relacje — to są fundamenty rozwoju w tym sensytywnym okresie."
Artykuł powstał na podstawie rozmowy z cyklu Projekt Rodzic. Rozmowy o nieidealnym rodzicielstwie, zrealizowanego w ramach zadania „Małe dzieci — wielka sprawa. Małopolska Akademia Wsparcia", dofinansowanego z budżetu Państwa w ramach projektu „Akademia Wsparcia — krajowy system wspierania rozwoju opieki wczesnodziecięcej w Polsce 2024–2026". Rozmowę prowadziły Karolina Bisping-Adamik i Anna Kenig-Pióro z Fundacji FINE.